środa, 3 lutego 2010

hibernacja

Nic mi się nie chce. Chyba powoli zapadam w stan hibernacji. W jako takiej przytomności umysłu trzymają mnie zdarzenia-podnoszące-ciśnienie. Np. ostatnio rozmowa z infolinią kurierską, podczas której okazało się, że przesyłka (służbowa) jest za duża by być listem i za mała by być paczką. Aby dogonić wytyczone standardy gabarytowe pani doradziła żeby doczepić kawałek kartonu.
A stałym punktem rozgrzewającym moje zmysły są strażnicy parkingowi. Jestem pewna, że siedzą w tej swojej budce i obstawiają zakłady kto i na jak długo ugrzęźnie, ewentualnie kto pierwszy zmięknie i wypożyczy łopatę. Biorę ich na przetrzymanie, bo nie zamierzam odśnieżać płatnego parkingu. Najwyżej porzucę samochód na środku drogi
I reasumując: bransoletka pt. "koty polarne":



sobota, 9 stycznia 2010

czekolada

Podróże w kosmos muszą być fascynujące, a jak się patrzy na takie zdjęcia, to wszelkie irytujące pierdoły staja się mniej istotne




W mikrokosmosie kulinarnym odkryłam i popijam "cioccolata in tazza". Jest boska, gęsta, czekoladowa i też zmienia spojrzenie na rzeczywistość. Ponieważ napój rodem z Meksyku, poniżej kolczyki w stylu meksykańskim (?):






wtorek, 22 grudnia 2009

choinka

Właściwie jej nie chciałam i kupiłam już pogańską jemiołę. Ale w sobotę zadzwonił sztab choinkowy, czyli moja siostra i stanęło na tym, że jak choinka będzie mała,szczupła i ładna to niech kupuje. Zaczęłam mieć złe przeczucia jak zobaczyłam zasapanego szwagra, który ledwo przepchnął drzewko przez drzwi, ale została na balkonie i zapomniałam. Do dzisiaj, kiedy to postanowiłam ją zaaklimatyzować. Choinka jest wyjątkowo bardzo ładna, gęsta i pachnąca, tyle, że łatwiej ją przeskoczyć niż obejść. Nie mogę upchnąć w kącie, bo się przewraca. Zajmuje ćwierć pokoju, przy stole jest dostęp do jednego miejsca siedzącego i w ogóle czuję się jak Czerwony Kapturek.
Pozostając w temacie prezentuję naszyjnik choinkowo-bombkowy:



Wesołego ubierania choinki :)



sobota, 19 grudnia 2009

idą święta

Z tej okazji zaliczyłam jasełka, na których jeden z pastuszków nie wytrzymał napięcia , zbladł, wywrócił oczyma, zawisł w czyichś ramionach i niemal przyprawił matkę o atak serca. No przepadło mu prawie całe statystowanie.Tymczasem nasz "aniołek" kontynuował występ z choreografią w stylu gospel.
A w centrum handlowym, na jednej z wystaw pojawiły się różowe króliczki. Może to rodzaj świątecznej integracji i globalizacji?
Ja bezustannie "robię w filcu", być może niebawem korale zacznę przerabiać na nauszniki. A na razie jeszcze naszyjnik w kolorze choinkowym:


sobota, 12 grudnia 2009

piernik-design

Uff, wreszcie uporałam się z piernikami, święta mogą nadchodzić. Odebrałam też wspominane przesyłki, 4 z 5. Nie dotarła najmniejsza i teraz będę czuła się jak głupek odbierając aniołka za niecałe 5 zł. Może robią to specjalnie, bo odczuwam potrzebę domówienia czegoś.
Pierniczki wyszły jak widać:



Żeby było na temat, naszyjnik w piernikowym kolorze: